Dzisiaj muszę się do czegoś przyznać: motocyklowy blog mnie męczy!

Cel prowadzenia bloga został osiągnięty bo moja książka p.t.: „Turystyka motocyklowa w praktyce” ukazała się w sprzedaży na Ridero.eu. Tutaj można ją zakupić.  Sam jestem ciekaw jak to działa, bo egzemplarza papierowego jeszcze nie dostałem i czekam z niecierpliwością 🙂

turystyka motocyklowa okładka książki ISBN 978-83-8155-752-8
okładka książki „Turystyka motocyklowa w praktyce”

Blog o motocyklowej turystyce piszę (pisałem?) tylko dlatego, że pozwoliło mi to na wydanie książki.

Prawda jest jednak taka, że ja motocyklem lubię jeździć! Fotografie i opisy to zupełnie inna bajka. Prowadzenie motocyklowego bloga okazało się być dla mnie średnią przyjemnością.

Nie da się jeździć i blogować jednocześnie. Robienie fotografii, opisów i tagów powoduje, że nie ma już czasu na jazdę lub cieszenie się z uroków miejsca w które się dojechało. Kończy się przyjemność a zaczyna praca.  Pracę już mam 🙂 (i to taką za którą mi płacą).

Sprawę utrudnia mi fakt posiadania słabej jakości aparatu (a właściwie telefonu) oraz to, że nie lubię pokazywać własnego wizerunku. Nie mam przyciągającej wzrok, najnowszej wersji  motocykla i nie jestem cycatą panienką z ładną buzią ani przystojniakiem ubranym w nowości sezonu. W praktyce rzeczy wyglądają nieco inaczej niż na pozowanych i reżyserowanych fotografiach prezentowanych w internecie i gazetach. Jazda motocyklem jest ekscytująca ale najczęściej to wyzwania i: hałas, wibracje, niewygody, wiatr, deszcz, chłód lub niemiłosierny upał (dla mnie najgorszy), brud od smaru, błota i kurzu. Naprawdę pięknie jest tylko momentami, a wtedy szkoda życia na robienie zdjęć, bo lepiej jest się upajać chwilą, rozkoszować jazdą i urokiem miejsc w które się dojechało.

Pisanie o najczęściej wyszukiwanych w internecie hasłach dotyczących motocykli, prowadzenie strony na fejsbuku, robienie zdjęć i poruszanie kontrowersyjnych tematów zwiększających zasięg odbiorców oraz lanie wody na temat tras (którymi przede mną przejechały już tysiące ludzi) tylko po to, aby strona była lepiej pozycjonowana – nie dla mnie! Motocyklowy blog, fejsbukowa strona i instagram nie kręcą mnie wcale a lajki są warte tyle co zeszłoroczny śnieg. Mało tego, social media tylko mnie wnerwiają bo de facto są złodziejami mojego cennego czasu, który wolę przeznaczyć na przynoszącą realne zyski pracę zarobkową umożliwiającą mi finansowanie jazdy na motocyklu, żeglowanie i jeżdżenie na rowerze (czyli to co naprawdę lubię robić w życiu).

Napisanie książki było zupełnie czymś innym niż prowadzenie bloga. Książkę napisałem „z serca”, w chwilach tak zwanego natchnienia, nie przejmując się lajkami, wyszukiwarkami i fałszywie uśmiechniętymi buziami z fejsbuka. Pisząc moją książkę nie miałem żadnego konta na social media, nie wiedziałem o lajkach, SEO i tego typu pierdołach. Książka to taka instrukcja dla mnie samego – abym (po długiej przerwie) mógł sprawnie przygotować się do kolejnej dalekiej wyprawy motocyklowej.

Z perspektywy czasu media społecznościowe traktuję dokładnie tak samo jak wcześniej (zanim z nich korzystałem) – pozerstwo, obłuda i strata czasu. Niestety w obecnych realiach jest to konieczność a bez social mediów nie da się dotrzeć do odbiorców. Niestety większość treści to bzdety i śmieci (które w części sam musiałem wyprodukować aby zyskać na ruchu sieciowym i dostosować się do otoczenia).

Blogowanie chyba nie dla mnie. Najbardziej lubię pojechać gdzieś motocyklem, bo daje to odskocznię od pracy zawodowej i spraw codziennych. O tym jak to robię, czego można się spodziewać i jak się przygotować do wyjazdów – napisałem w mojej książce. Najlepsze chwile jakie pamiętam to właśnie podróże – bez zbędnych bagaży, bez aparatów fotograficznych, bez laptopów, bez telefonów, bez internetu i bez social mediów. Tylko ja, minimalistyczny (ale właściwy) ekwipunek, motocykl i w drogę… Polecam spróbować!

Z pozdrowieniami

Krzysiek

IMG_2719PS
Skoro blog powstał i się się trzyma, to prawdopodobnie zostanie. Nie liczcie jednak na „słitfocie z motocyklami” i lokowanie produktów. Może czasami coś napiszę lub zamieszczę fotki. Najtrudniejsze przede mną – dotrzeć do czytelników mojej książki „Turystyka motocyklowa w praktyce”. Książki, która przedstawia motocyklowe realia – bez koloryzowania i bez lokowania produktów. Acha! Odradzam zamawianie  książki w wersji drukowanej kolorowej (tej najdroższej), bo rysunki są czarno-białe. 🙂