Z praktyki wiem, że motocyklowe grupy są dobre do dyskutowania i prowadzenia życia towarzyskiego. Moto grupy świetnie sprawdzają się w internecie – do poznawania nowych ludzi i ich upodobań, a także do prowadzenia akademickich dyskusji i zasięgania opinii na dany temat. W grupie można zaszpanować nowym motocyklem albo gadżetami. Jazda motocyklem to już zupełnie coś innego…

Nawet jeśli plany motocyklowej wyprawy snute są w dużej grupie, to i tak w dniu wyjazdu okazuje się, że na starcie stawia się niewielu (bo żona/mąż, bo dzieci, bo praca, bo katarek, bo motocykl, bo termin, bo pogoda, bo kasa ….).

Jeśli ktoś lubi jeździć, to trzeba po prostu jeździć! Im dłuższa trasa, tym mniejsza grupa lepiej się sprawdza. Brutalna prawda jest taka, że w dalekie trasy najsprawniej jedzie się w grupie jednoosobowej  🙂 no dobra – maksymalnie dwuosobowej.

Kto nie wierzy, niech wybierze się w daleką podróż w dużej grupie, a wspomni moje słowa. Problemy natury egzystencjalnej, „ciekawe” dyskusje a także różnorodność upodobań, poglądów, przyzwyczajeń i stylu jazdy powoduje, że następnym razem … nie będziecie chcieli następnego razu. Daleka trasa to nie motocyklowy zlot, ani niedzielny motocyklowy spacer do sąsiedniego miasteczka.

Jedyne, co sprawdza się w grupowych motocyklowych wyjazdach, to rozwiązanie polegające na tym, że każdy jedzie samodzielnie i spotyka się z pozostałymi uczestnikami wyprawy we wcześniej ustalonych punktach pośrednich, np. przy posiłkach i w miejscach noclegowych (w konkretnym miejscu o konkretnej godzinie). Kto nie zdąży (albo nie chce), ten ignoruje całą grupę, a grupa ignoruje tego kogoś (oczywiście po upewnieniu się, że nie potrzebuje on pomocy, co w dobie telefonów komórkowych jest łatwe). Jeśli będziemy cały czas jeździć razem i wzajemnie się pilnować, to musimy spodziewać się komplikacji.

Ja najczęściej motocyklem jeżdżę sam.
Wy sobie róbcie jak chcecie.

Pozdrawiam

Reklamy