Planujesz wyprawę motocyklową? Zastanów się dobrze gdzie i kiedy będziesz jechał. Śmiało mogę stwierdzić, że weekendy i zatłoczone miejsca to najgorszy wybór na motocyklowy wyjazd! W weekendy należy jechać tam gdzie inni na weekend NIE jadą!

motocyklem na weekend
wykres zadowolenia z turystyki motocyklowej w zależności od tłoku na drodze

Przetestowałem, że wraz ze wzrostem zatłoczenia maleje prawdopodobieństwo udanego wyjazdu motocyklem. Jadąc w weekend, w zatłoczone miejsce, trzeba liczyć się ze zmęczeniem, zdenerwowaniem i brakiem zadowolenia z wyjazdu.

Wraz ze wzrostem ilości pojazdów/osób wzrasta ryzyko wypadku, którego jest się ofiarą (a nie sprawcą). Wraz ze wzrostem ilości ludzi wzrasta prawdopodobieństwo, że ktoś nas okradnie, pobije, coś nam zepsuje. Na zatłoczonej drodze będziesz wolniej jechał lub stał w korku (szczególnie jeśli masz boczne kufry). To co piszę nie jest żadną herezją, ale doświadczeniem. Z praktyki wiem, że większość motocyklowych niepowodzeń i nieszczęść spowodowana jest spotkaniem z innymi ludźmi / pojazdami. Najrzadziej zdarzają się nieszczęścia z dala od skupisk ludzkich. Na odludziu najbardziej prawdopodobnym, lecz rzadkim, problemem są awarie lub spotkania ze zwierzyną. Najwięcej nieudanych wyjazdów zdarza się właśnie w weekendy. Najwięcej motocyklowych wypadków, kradzieży i dewastacji motocykli ma miejsce w dużych miastach. Kilkukrotnie spotkałem motocyklistów, których okradziono w dużym mieście lub zatłoczonym miejscu. Raz spotkałem motocyklistę, któremu w dużym mieście „dowcipnisie” pocięli czymś ostrym motocyklową kanapę. O większym prawdopodobieństwie wypadku na zatłoczonych drogach nie trzeba nawet wspominać (bo jest to oczywiste).

Weekendy na znanych motocyklowych drogach nie należą do przyjemności. Ilość samochodów z turystami uprzykrza życie motocyklisty. Ponadto, jeśli jest bardzo ładna pogoda, to chcąc pozdrawiać każdego motocyklistę trzeba by jechać praktycznie cały czas z lewą ręką w górze.

Przypomina mi się jeden z motocyklowych długich weekendów. Gdyby nie to, że jeżdżę bez bocznych kufrów, to stałbym na trasie Transfogarskiej w wielokilometrowym korku przez ładnych parę godzin. Ilość samochodów, motocykli, pieszych (w tym prowadzących dziecięce wózki) była tak wielka, że nie można było mówić o przyjemności z jazdy motocyklem. Nigdy więcej „kultowych tras” w długie weekendy!

Moje teorie można poprzeć statystyką. Złośliwi powiedzą, że statystyka jest nic nie warta, bo jeśli człowiek spaceruje z psem, to statystycznie każdy ze spacerujących ma po 3 nogi. Przyznaję, że statystyka nie zawsze się sprawdza, ale uważam, że przy właściwych założeniach i właściwej interpretacji pozwala na lepsze zaplanowanie wyprawy. Wybierając się na motocyklową wyprawę warto rozważyć wszystkie za i przeciw, w celu zwiększenia szans na udany wyjazd. Planując wyprawę należy zwracać uwagę na to, żeby najsłynniejsze miejsca odwiedzać poza weekendami i godzinami szczytu.

Statystycznie, jeśli napotkanie niesprzyjającej sytuacji daje 50% szans motocyklowej wyprawie (czyli uda się albo nie) to dwie niesprzyjające sytuacje powodują, że masz już tylko 25% szans powodzenia. Trzy niesprzyjające sytuacje powodują, że masz 12,5% szans a cztery: 6,25% i tak dalej… Wraz ze wzrostem potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, szanse na udaną wyprawę maleją wykładniczo, a nie liniowo!

radość_z_jazdy_motocyklem

Prawdopodobieństwo wypadku lub niepowodzenia jest najmniejsze, jeśli nie pojedziesz. 🙂 Chodzi jednak o to aby, odbyć udaną wyprawę motocyklem i bezpiecznie wrócić do domu!

O ile to możliwe, jadąc motocyklem w weekend przyjmuję następującą taktykę:
– unikam miejsc, które będą zatłoczone,
– w piątek po południu/wieczorem nie wyjeżdżam z dużego miasta,
– w niedzielę po południu/wieczorem nie jadę do dużego miasta,
– przez duże miasto jadę poza godzinami szczytu, a najlepiej skoro świt (kiedy inni jeszcze śpią),
– turystyczne miejsca odwiedzam wcześnie rano,
– w mieście/zatłoczonym miejscu zawsze zostawiam motocykl na noc w zamkniętym lub strzeżonym miejscu.

Końcowy wniosek jest taki, że lepiej „zmarnować” kilka dni urlopu, niż zmarnować sobie weekend w „najpiękniejszym miejscu”.

Reklamy